Pisarz Książkowicz
Nauczyciel Sadysta
Część 1.
Prolog
Opowiem Wam historię o Marcinie Biedrzyckim. Wszyscy w szkole nazywali go Biedrzykiem ze względu na jego nazwisko. Był to chłopiec o zielonych oczach, lekko zakrzywionym nosie i krótkich kruczoczarnych włosach. Miał 12 lat i uczył się w szóstej klasy, gdzie poznał też wielu kolegów i przyjaciół.
Jego przyjacielem był Ludwik Sakowski. Jego włosy były koloru blond, a oczy niebieskie. Nos miał długi. Były też osoby, które Biedrzyk kochał i cenił. Przykładem mogła być jego przyjaciółka Ada Nowak. Była to dziewczynka o ciemnych włosach i pięknych, błękitnych oczach. Bardzo się ze sobą przyjaźnili choć tylko ślepy by nie zauważył, że czują do siebie coś więcej.
Teraz czas na to żebym opowiedział Wam o pewnym wydarzeniu w, którym Biedrzyk brał udział. Nie było to wcale przyjemne, ani miłe lecz ważne dla chłopca. Stało się to w wakacje, w trakcie powrotu Marcina i Ludwika do obozu. Było ciemno, mimo że latarnie oświetlały drogę.
-Marcin…
-Co?
-Źle się czuję
-Nie bój się, zaraz wrócimy do namiotu i wyślę Cię do lekarza
Ruszyli dalej. Czas mijał, oboje zbliżali się do obozu, a Ludwik czuł się coraz gorzej.
-Ja chyba… umieram…-wybełkotał
Jednak szli dalej… dopóki Ludwik nie stał się nieruchomy – umarł. Marcin pobiegł co sił w nogach do obozu, niosąc na plecach ciało przyjaciela. Wszedł do namiotu lekarskiego. Niestety sece Ludwika już nie biło. Zmarł w drodze zadając Biedrzykowi i swoim rodzicom wielki smutek. Następnego dnia Marcin wrócił do domu, nadal pogrążony w smutku i wciąż płaczący z powodu śmierci przyjaciela.
Część 2
Biedrzyk zamknięty w magazynie szkoły
Dzień po rozpoczęciu roku szkolnego w Housetone. Po skończonej lekcji Biedrzyk został zatrzymany w klasie przez pana Adriana. Pan Adrian to wysoki mężczyzna w okularach. Jego włosy były koloru rudawego. Ubrany był w czerwony sweter i spodnie dżinsowe.
-Czemu Ludwik nie stawił się w szkole od początku roku szkolnego?- zapytał nauczyciel ze zdziwieniem
Marcin nie mógł jednak tego powiedzieć z jemu tylko znanego powodu. Gdy nauczyciel spytał ponownie, chłopiec rozpłakał się.
-Czy on ma jakieś kłopoty, że nie możesz mi tego powiedzieć?-spytał ponownie pan Adrian przeczuwając coś złego
Biedrzyk tylko kiwnął głową zamiast odpowiedzieć co bardzo zdenerwowało nauczyciela. Nie lubił on gdy zadawał pytania i nie dostawał na nie odpowiedzi. Jednak ciekawość pożerała go coraz bardziej i czuł, że nic go nie powstrzyma przed nawet najgorszym dla całego społeczeństwa czynem.
-Odpowiadaj! Bo obniżę Ci stopień i nie zdasz do następnej klasy! – wykrzyknął.
Niestety nawet i to nie poruszyło Biedrzyka do odpowiedzi. I chwilę później do zmęczonej już głowy nauczyciela dotarł najgłupszy pomysł, postanowił torturować chłopca w magazynie szkoły. Pociągnął więc Biedrzyka za rękę, zaprowadził go do pomieszczenia w, którym mial być więziony i go tam zamknął.
Pan Adrian wrócił tam po przerwie i spytał ponownie Marcina lecz to nie dało żadnego efektu więc uderzył go deską i zaprowadził do sali w, której miał lekcje. Po skończonej lekcji związał go spowrotem. Gdy już skończyły się lekcje w szkole, pan Adrian nie wypuścił Biedrzyka. Chciał wiedzieć o tym co stało się z Ludwikiem i obawiał się, że chłopiec nie wróci do szkoły następnego dnia.
Po kilku dniach Marcin zgłodniał i gdy nauczyciel zaprowadził go do klasy, powiedział mu o tym. Pan Adrian zastanowił się, jeśli będzie jadł to jest szansa, że nie zdechnie z głodu. Postanowił chodzić z nim codziennie do stołówki szkolnej.
Niestety tydzień później nauczyciel zdenerwował się i postanowił zrobić coś w kierunku wyjaśnienia sprawy. Podczas przerwy przyszedł do więzienia Marcina i powiedział:
-Miarka się przebrała! Jeśli nie powiesz mi, co się stało z Ludwikiem… zabiję Cię! Przez to, że tego nie wiem mogę stracić pracę… zastanów się.
Biedrzyk zauważył, że jednak powinien mu powiedzieć, bo mimo wszystko i tak pan Adrian się tego dowie.
-Niestety muszę Ci to powiedzieć, jest to bardzo smutne dla mnie. Był to dzień przed końcem naszego pobytu na kolonii… – zaczął mówić płaczliwym głosem, widać że ta myśl go przerażała.
-Gdy wracałem z nim z do obozu, z takiej zabawy pożegnalnej źle się poczuł. Postanowiłem doprowadzić go do lekarza jednak nie udało mi się… – próbował mówić dalej lecz jego głos zaczął przemieniać się w płaczliwy bełkot
-Zmarł? Na prawdę?- spytał sucho nauczyciel, domyślając się najgorszego
-Tak, psze pana… – wybełkotał na koniec Marcin
Pan Adrian próbował teraz go pocieszyć, ale to nic nie dawało. Postanowił podnieść mu oceny z kilku przedmiotów i przestać go więzić.
Część 3
Biedrzyk – Mistrz klawiatury
Kilka dni po powrocie Biedrzyka do domu, zadzwonił telefon. Marcin odebrał go i usłyszał głos sąsiada:
-Biedrzyk, podobno zwą Cię “mistrzem klawiatury”?
Marcin przytaknął
-Jest sprawa, wszystkie pliki na moim dysku zostały zniszczone przez jakiegoś hackera. No i na tym… no Chomiku zostały prawie wszystkie moje ważne pliki. Tylko jest problem, hacker zablokował mi do nich dostęp. Pomożesz?
-Wpadaj Mathew, zaraz spróbuję coś z tym zrobić.
Minęło jakieś dziesięć minut i Mathew usiadł z Biedrzykiem przy komputerze.
Marcin wziął do ręki joystick i zaczął ruszać gałką na różne strony. Na monitorze przeskakiwały różne ikonki, kalendarza, komunikatora, notatnika i inne. Gdy wyskoczyła ikonka przeglądarki internetowej, Biedrzyk kliknął przycisk na gałce i program uruchomił się. Marcin zaczął stukać w klawiaturę, różne literki naciskał. Sąsiad przyglądął się chłopcu ze zdziwieniem. Po ekranie przeskakiwało wiele znaków tak szybko, że nie zdążył ich wszystkich przeczytać.
-Jaki masz login?- spytał Marcin po dłuższym czasie klikania
-MathewX 2008
-Nie ma takiego, jest tylko Mathew 2008.
-Musiałem się pomylić… ta.
Chwilę później Biedrzyk się zdenerwował.
-Oszty Windows! Access Denied! Ktoś Ci hasło zmienił!
-I co teraz? Nie uda się?-spytał Mathew
Marcin nie odpowiedział. Pomyślał trochę…
-Hmm… muszę się włamać!- wykrzyknął i zaczął stukać w klawiaturę
Jakieś pół godziny później Biedrzyk zakończył ten nierówny pojedynek z hackerem.
-Bach… i… gotowe!-wykrzyknął… i zgasło światło
Następnie usłyszeli samochody policyjne, krzyki, uderzenia, zgrzytanie zębów i płacz. Rodzice i sąsiad Marcina zostali zabrani na komendę policji.
Część 4
Fatalna lekcja – śmierć nauczycielki
Następnego dnia w szkole, na lekcji angielskiego, większość klasy pracowała w swoich zeszytach… do czasu.
-Proszę pani, co to znaczy… to… more.
-More czyli więcej głupku!- odkrzyknął Biedrzyk
-Odzywaj się normalnie Biedrzycki, bo jak Cię zaraz nie uderzę tą linijką to będziesz miał szczęście! – wykrzyknęła nauczycielka, zdenerwowana zachowaniem Marcina
Dziwne, Iza nigdy się tak nie denerwowała. Zwykle miło odpowiadała, spokojnie. Coś dziwnego z nią było dzisiaj. Zaczęła wypisywać słówka na tablicy do przepisania. Gdy zapełniła całą tablicę, spokojnie udała się na swój fotel nauczyciela i zaczęła pić dalej kawę. Wydawałoby się, że coś w niej jest. Po dłuższym czasie klasa oznajmiła zakończenie zadania. W takim wypadku Iza zadała im kilka stron z podręcznika i z powrotem udała się na fotel. Jakiś czas później usłyszała pytanie ucznia.
-Psze pani, ja tego nie rozumiem.
-Jak Ty przeszedłeś do tej klasy matole! Takich rzeczy uczą w podst…- zaczęła i nie dokończyła, bo zemdlała.
Wszystko było by dobrze gdyby nie dziwna substancja w kawie i to, że nauczycielka stała przy otwartym oknie i przez nie wypadła.
-Boże! Ona się zabije! Ratunku! – krzyczała klasa
Biedrzyk skoczył za Izą. Gdy wylądował na trawie, stał obok nieprzytomnej kobiety.
-Ona… umarła!- pomyślał i rozpłakał się
Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił na pogotowie. Następnie klasa przybyła do niego i razem czekali na przyjazd karetki. Pogotowie jednak przyjechało za późno. Sanitariusze zabrali ciało nauczycielki oraz Marcina (żywego). Przyjechali do szpitala, Biedrzyk poszedł do poczekalni i tam czekał. Po 30 minutach przyszedł doktor i powiedział do Marcina:
-Przykro mi, ona nie żyje. Jutro odbędzie się pogrzeb.
Następnego dnia na cmentarzu trwał pogrzeb. Dyrektor szkoły zaczął przemawiać:
-To zdarzenie nauczyło mnie wiele i uczniów tej szkoły. To tragedia do, której nie powinno dojść! Sprawiła nam wszystkim wielki ból! Zacząłem myśleć nad bezpieczeństwem szkoły. Trzeba zrobić tak, żeby podobna tragedia nie zdażyła się… nigdy więcej! Teraz powiem tylko jedno: “Żegnaj Izabello, dobrze nas uczyłaś, spróbujemy mimo braku Ciebie uczyć następnych”.
Wszyscy płakali gdy trumna zmarłej Izy powoli zostawała zakopywana w ziemi. Najbardziej płakał Biedrzyk, który najbardziej przeżywał to wydarzenie. Pamiętał wszystko od początku do końca. W końcu trumna została zakopana i wszyscy prócz Marcina porozchodzili się do domów.
-Przepraszam Cię za wszystko, Izabello!- wybełkotał z płaczem nad grobem.
Część 5
Droga bez powrotu
Wieczór, Marcin wraca swoim rowerem do domu. Było okropnie ciemno, Biedrzyk powoli przestawał myśleć o tym co dzieje się na drodze gdyż nic nie widział. I siedziałby ciągle w tym swoim wyimaginowanym świecie gdy nagle stracił panowanie nad rowerem i uderzył w słup. Nagle świat wokół Marcina zaczął się oddalać, ciemnieć… i stracił przytomność. Oprzytomniał w szpitalu i usłyszał rozmowę dwóch lekarzy.
-Co z nim? Przeżyje?- spytał jeden z nich
-Stefan, on jest tylko trochę poobijany, wyjdzie z tego…- zaczął lekarz stojący obok
-Chyba raczej nie, nawet kilka ran może zaważyć o jego życiu!- krzyknął Stefan
-Stefek! Co Cię opętało znowu? Lepiej zobacz co zostało z jego roweru! To dopiero tragedia!
Minęło kilka godzin i Marcin zaczął się okropnie nudzić. Na szczęście do pokoju przyszła jedna z osób, które kochał. Była to kobieta w jego wieku. Miała ładną niebieską bluzkę i fioletową sukienkę. Nazywała się Ada (opisywałem ją w prologu).
-Marcin, rano dowiedziałam się, że tu leżysz więc chciałam najszybciej do Ciebie przyjechać. Przepraszam, że jestem tu dopiero teraz ale…
-Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem…
-Pomyślałam, że muszę Ci coś wyznać… coś ważnego…
-Ada, sądzę że zapomniałaś zamknąć drzwi.
Przytaknęła i posłusznie zamknęła drzwi do pokoju, podeszła do jego łóżka i zaczęła…
-Ja… kocham Cię!
-Ja Ciebię też Ado! – powiedział Marcin
I zrobiło się okropnie romantycznie, oboje byli tak zauroczeni sobą, że nie pamiętali co stało się później. Minęło dużo czasu do wieczora, Ada musiała przez ten czas wróciła do domu. Była noc. Jej siostra poczekała aż zaśnie i wymknęła się z łóżka. Wyciągnęła z szafki linę i związała Adę tak, żeby jej nie obudzić. Potem pobiegła do pokoju i wzięła ze stołu zapalniczkę. Schowała ją do kieszeni. Potem wróciła do miejsca w, którym związała dziewczynę. Wzięła ją na plecy i wybiegła przez okno. Obie mieszkały blisko lasu więc tam pobiegła nosząc swoją siostrę. Nazbierała drewna i ustawiła pod drzewem robiąc z niego stos. Potem przywiązała swoją siostrę, Adę do drzewa i odgarnęła chrust tak, żeby włożyć nogi swojej siostry między chrust. Doniosła go więcej by zakryć jej nogi do kolan. Wyciągnęła zapalniczkę i podpaliła włosy Ady oraz chrust. Dziewczyna natychmiast się obudziła. Próbowała uciekać jednak nie mogła.
-Zawsze miałaś lepiej ode mnie! Teraz role się odwrócą!
-Anno! Źle robisz!- próbowała powiedzieć lecz wydała z siebię prosty bełkot
Nic nie powstrzymywało jej i Ada zginęła zamordowana przez swoją siostrę. Następnego dnia w szkole nikt nie wiedział o śmierci uczennicy. Koniec lekcji zbliżał się.
-A teraz pytanie na 6! Czy znacie jakiś cytat o życiu?
Tylko Biedrzyk zgłosił się do odpowiedzi.
-Ja… wymyśliłem taki cytat i uważam, że jest ładny…
-Śmiało, mów!-dopingowała go klasa
-”Życie, to droga bez powrotu”.
Klasa zaczęła klaskać, a nauczycielka postawiła Marcinowi szóstkę.
Minęła lekcja… uczniowie ustawili się przed sala w, której mieli następną lekcję.
-Ładny cytat, tylko co on znaczy tak dokładniej? – zapytał Biedrzyka ktoś na przerwie
-Dokładniej to… porównałem życie do drogi, ktorą można iść tylko prosto.
-Hmm… gratuluję pomysłu, sam bym tego nie ujął lepiej.-powiedział Stasiek
-No nie wiem Stasiek. Jesteś lepszym uczniem niż… czekaj, telefon mi dzwoni!- zaczął Marcin
Teraz stanie się coś coś co zaważy o życiu Biedrzyka, dowie się czegoś strasznego, odkryje swój sens życia! O ile bedzie miał co odkrywać.
-Poczta głosowa, masz jedną nie odsłuchaną wiadomość: Tu Anna, chciałabym poinformować Cię, że Twoja ukochana została spalona na stosie, egzekucję wykonałam ja i cieszę się z tego powodu.-odezwał się telefon
Marcin pogrążył się w smutku i rozmyślaniach. Rodzice jego są w więzieniu, najlepsza nauczycielka ze szkoły nie żyje, z jego roweru nic nie zostało, a jego ukochana została zamordowana. Uznał, że jego żyucie nie ma sensu. A jeśli jego życie nie ma sensu to po co on żyje? Lepiej dla świata było gdy jeszcze nie żył. Zaczęły nawiedziać go najsmutniejsze myśli, przejęły kontrolę nad jego umysłem. Czuł się jakby ktoś zmieniał mu myśli. Po powrocie ze szkoły postanowił, że odbierze sobie życie, za wszystko złego co stało się z jego powodu. Poszedł do pokoju, wziął kartkę i długopis, zaczął żegnać się ze światem.
“Witam!
Sądzę, że gdy czytasz ten list, ja już dawno leżę martwy. Postanowiłem odebrać sobie życie. Wiem, że istnieje inne wyjście z tej sytuacji jednak to wydało mi się najlepsze. Przepraszam, ale nie byłem godzien żyć z Wami na tym świecie.
—
Pozdrawia już martwy,
Marcin Biedrzycki.”
List zostawił w pokoju, a potem wdrapał się na dach. Zaczął się trząść z zimna i ze strachu jednak mimo wszystko powiedział swoje ostatnie słowa:
“Wiem, że wiele szkód powstało z mojej winy. Moi rodzice poszli do więzienia, nauczycielka zmarła, straciłem nawet dobytek swojego życia i ukochaną. Dlatego, żegnaj świecie!”. Po tym przemówieniu zeskoczył z dachu. Coraz niżej spadał i nagle zderzył się z ziemią. Nie wytrzymał takiego uderzenia i zmarł. Na ziemi leżało jego martwe ciało, trochę połamane i w kałuży krwi. Po odnalezieniu martwego ciała Biedrzyka, pochowano go na cmentarzu. Jedyną osobą, która była uśmiechnięta na jego pogrzebie była Anna.


