Witajcie!
Niestety zachorowałem. Niby z początku nic, a potem wielka gorączka. Mimo to, wysyłam Wam następną część Ostatniego promu. Nie wiem czy to przeczytacie, czy nie. Ale jeśli jesteście ciekaw ciągu dalszego, weźcie sobie herbatkę i zabierzcie się do czytania.
Szpieg, część 2.
——-Szpieg schował broń do kieszeni, potem rozkazał operatorowi transportera przesłać wszystkich żywych z wraku USS Kurosawa i poszedł na mostek razem z Porucznikiem Maciejem Janiszewskim. Porucznik postanowił porozmawiać z nim w windzie.
-Uszkodziłeś USS Kurosawa, a potem przesłałeś się tam jako porucznik? – spytał
-Tak. A czemu nie? Teraz przejmę USS Vision. – powiedział ze złowrogim uśmiechem
Po chwili dodał.
-I Ty mi w tym pomożesz. Inaczej Cię zabiję.
Drzwi turbowindy otworzyły się i weszli na mostek.
-O! Porucznik Thomas Nimoy. Widzę, że poznałeś już Porucznika Janiszewskiego. – przywitała go kapitan Kate April
-Tak. Równy z niego gość.
Maciej zajął stanowisko, Thomas został odeskortowany do swojej kwatery.
——-Minęło 30 minut.
-Sala transportera do mostka! – odezwał się głos w interkomie
-Tu mostek.
-Kapitanie, niech przyjdzie pani do Sali transportera. Mamy problem.
-Idę.
Spojrzała na Macieja. Ten od razu zrozumiał, że ma iść z nią. Razem weszli do turbowindy.
-Thomas miło o Tobie mówił. A co Ty myślisz o nim?
-Eee… to też równy gość.
-Czuję, że coś ukrywasz. Śmiało, powiedz mi o co chodzi.
-To… sprawa osobista.
Drzwi otworzyły się.
-Pani kapitan! Mam problem z przesłaniem reszty zwiadu. Komputer nie znajduje innych oznak życia.
Kate rozkazała porucznikowi się tym zająć i kontynuowała rozmowę z operatorem transportera. Maciej przypomniał sobie słowa Tamara. Jeśli nie będzie współpracować, zostanie zamordowany. Szybko i niezauważenie przesłał ciała w próżnię. Potem poinformował Kate o swoim odkryciu.
-Znalazłem ich… w próżni. Ściągać? – spytał, z początku z udawanym zachwytem
Kapitan przytaknęła.
Mam namiar… ściągam… Osz format! Straciłem namiar! USS Kurosawa zniszczył ciała z pomocą fazerów! – udawał, nawet nieźle mu to wychodziło
-Co do cho… znaczy… co?! Przecież USS Kurosawa dryfuje!
-Większość systemów naprawiłem. – zmyślał
-Ach… To Twoja sprawka.. zwalniam Cię ze służby!- krzyknęła
Po chwili ochrona odeskortowała go do kwatery.
——-Minęło kilka godzin, Maciej szukał czegoś do roboty, gdy odezwał się głos w interkomie.
-Porucznik Maciej Janiszewski proszony jest do kwatery Kapitan April.
-Idę!- odburknął do komputera i wyszedł na korytarz. Doszedł na koniec korytarza, wsiadł do windy.
-Kwatera kapitan April! – burknął i winda ruszyła w górę
Wysiadł i pokierował się w kierunku drzwi jej kwatery. Wszedł i przywitał ją następnym burknięciem.
-Czego?! – potem dodał – Kapitanie.
Po chwili do pokoju weszła ona, w samym szlafroku.
-Myślałam, że może jakbyśmy my…- zaczęła niepewnie
-Nas już nie ma. – powiedział akcentując „nas”
-Chwila… nie rozumiem. Od kiedy dowodzę tym okrętem, starasz się mnie ignorować. A teraz tak łatwo mówisz „Nas już nie ma”?! – krzyknęła, zdenerwowała się
-Kapitan nie wypada bratać się z niższymi oficerami.
-Dlatego ukrywasz to uczucie, tak?! Bo jakiś głos mówi Ci, co wypada, a co nie?! A może mnie to nie obchodzi?! A może ja chcę się „bratać z niższymi oficerami”?! O mnie nie pomyślałeś, egoisto!
-Robiłem to dla Twojego dobra…
-A teraz, dla mojego dobra, masz być tym Maciejem, jakiego znałam zanim zaczęłam dowodzić tym statkiem. Takim, który mnie kochał. To rozkaz!
Nagle odezwał się głos pierwszego oficera w interkomie.
-Czerwony alarm! Wszyscy na stanowiska bojowe! Intruz!
Porucznik się przeraził.
-Nie mogę! Wyjątkowo już nabroiłem.
-Ale, że… – zaczęła ale przerwał jej komputer, proszący o to by zjawiła się na mostku – …musimy iść!
——-Minęło 10 minut, oboje byli w turbowindzie. Nagle zaczęli spadać.
-Cholera! Spadamy! – krzyknął zbulwersowany
-Manualne sterowanie nie odpowiada! Jakby ktoś odciął zasilanie do turbowind.
-No to zostaniemy tu razem…
-Brzmi romantycznie.
-Nie chciałem być romantyczny, ale z chęcią mogę się taki stać. – powiedział i przytulił ją, a potem zaczął całować
Po około dwóch minutach winda uderzyła w podłoże. Oboje nagle polecieli do góry, a potem spadli.
-Opuścić pokład! Opuścić pokład! – odezwał się głos w interkomie, gdy oboje leżeli, nieprzytomni
Ciąg dalszy nastąpi… kiedyś.
–
Pozdrawiam,
Maciej Janiszewski


